szczesliwy-czlowiek blog

Twój nowy blog

i

Brak komentarzy

brnąc przez muzykę

która w sercu spustoszenie sprawia

leżę zaglądając

w najgłębsze zakamarki swojej duszy

tam są robaki

wiem to

chcą spijać krew z moich nadgarstków

i serca

gdy pęknie

krew się poleje

będzie weselej

w kolorach miłości

o jak pięknie

znowu złudny sen ukojenie da

w myślach bez sensu

spoza zakresu zwyczajnych działań

mojej głowy

uciec żadna sztuka

wolę zostać spróbować

pora umrzeć z tej niepewności

i zniknąć bez słowa

zapomnieć

tak łatwo jest

spieprzyć wszystko w jeden dzień

wszystko może zniknąć jak

mydlane bańki

a wole patrzeć jak łapiesz je

ustami delikatnie

i uśmiech twój później

dziecinnie niewinny

moja Rozpłynięta

za mało dobrych rzeczy

na jawie śnisz

przez sen krzyczysz

nie krzycz już

wstań nie śpij

choć pokażę Ci

że czasem jednak

warto żyć

żyletka

Brak komentarzy

bo nasze wieczory przypadają raczej na
poranki

gdy jesteś tu i umiera świat wokół

kilka słów na złamanie karku

na złamanie serca raczej

jesteś tu i nic się nie liczy

przez te kilka chwil życia

jesteś Ty

nie ma nic

poranki

gdy leżysz nie masz siły mówić nic

tylko patrzysz

a ja obok w milczeniu

to patrzę na ściany

to w oczy twoje

kochanie

a ono rodzi we mnie

potrzebę by umrzeć młodo

nim się to wszystko rozpieprzy

stanie się jak świat cały

tak bardzo niedoskonałe

nie mów mi jak bardzo się zgubiłaś

ja zgubiłem się bardziej

znalazłem w szafce żyletkę gdy
sprzątałem

trzymam ją teraz w szufladzie

patrzę na nią wieczorami

codziennie wybieram

czy być

czy rozmyć się w niebie nad naszymi
ciałami

moje psychozy i schizofrenie

noc w noc

staram się zapętlić dla siebie pętlę

nie mam sznura

i liczę że gdy uśniesz

zrobię ją z twoich włosów

są piękne

zniknę nagle

tak jak sen przychodzi

w zwolnionym tempie

ale przedtem chciałbym

narysować serce

na twoim pępku

zmyjesz je niepostrzeżenie

przed moim pogrzebem

i tak zapomnisz

miłość nie ma znaczenia

poranki

Brak komentarzy

milczenie w ciemności

gdy leżymy zmęczeni

zdaje się wrzucać niepokój

we wszystkie chwile

z przeszłości

wtedy patrzę w twoje oczy

i wiem

wszystko

to moje myśli kłamią

Ty mówiłaś prawdę

znaleźliśmy się tłumie

znajdziemy już zawsze

my dzieci marka h.

ze skłonnością do samobójstw

z alkoholizmem we krwi

miłością do papierosów

pełni nałogów

nie umiemy żyć

nie patrząc za siebie

samo-destrukcja

wszystkiego co w nas dobre

zacierając ślady

myśli nastolatków

z powagą starców na twarzach

bez wiary w siebie

w to że będzie lepiej

pijemy następną kolejkę

patrzymy w słońce zza ciemnych
okularów

wódka, piwo, jointy

utkwić w bezruchu

zastanowić się chwile

i kupić w drugą stronę bilet

przeciwną do właściwej

to na pewno

wszyscy będą odwróceni

ósmego dnia tygodnia

miłość nie może wygrać

lepiej przespać się

w cudzym łóżku

nie zaryzykować

przywiązania

wypić znów za to

z samego rana

na kaca

wyruszyć w dalszą drogę

wyciągając dłoń jednak

patrząc czy ktoś cię chwyci za nią

w drodze nad przepaść…

to cała prawda o nas

przerysowanych w rzeczywistości

próbując udawać

że nie ma w nas strachu

przed samotnością

w tej ciągłej ucieczce

od miłości

z Tobą

Brak komentarzy

godzina trzecia

po północy oczywiście

klatka w twoim bloku

te chwile

piwo i papieros za papierosem

patrzenie w oczy

rozmowy

na przemian z milczeniem

nasz strach

przed zwątpieniem

i wiara

że jakoś to będzie

zawsze jakoś jest

przecież

już rano się robi

pójdziemy po bułki

i na dziesiąte piętro

by później bać się jeszcze bardziej

smak pocałunków

wyznania

i to wszystko

oczy przekrwione

skrzypiąca winda

paznokcie w szyje

tak mocno wbite

złe sny przerażenie

wszystkie słowa w twoich ustach

na drzwiach windy trzeba było napisać

o tym co czuję

przeczytałabyś byś rano

wiedziała

że już nie wrócę

może lepiej by było

niż czuć

uczucie

 

***

Brak komentarzy

a gdy umierał będę

swoja krwią na podłodze

wypiszę twoje imię

żebyś wiedziała

że myślałem wtedy o Tobie

a obok namaluje

serce śmieszne

wtedy dopiero odejdę

być sobą

zawsze sobą tylko

na przekór sobie

i innym

spalić wszystkie stare listy

przestać myśleć

o tym co było

i że teraz mam związane ręce

podnieść z ziemi rękawice

odrzucić

potem odwrócić się

pójść i tak w inną stronę

zamalować oczy ludziom na zdjęciach

niech nie patrzą

jak zaczynam ściany drapać

paznokciem w tynku

wypisując twoje imię

kilka liter

a później cała lista głupot

takich czy innych

plunąć pod wiatr

później uciec

zniknąć zaszyć się

nawet w psiej budzie

patrzeć na słońce

siedząc nago na śniegu

wierzyć tak mocno że jest ciepło

dotykając wtedy ziemi

poczuć świeżą trawę pod stopami

i zapach kwiatów

usłyszeć śpiew ptaków

nawet jeśli to styczeń

a inni mówią o tobie

że to pewnie przez picie

inne świństwa

później kochać się z nią

wiedząc że to spełnienie

najskrytszych pragnień

odrywając się od ziemi

iść kochać zostawiając odciski
dłoni

na ścianach w różnych kolorach

widzieć sens w tym czym sensu nie ma

po prostu wiedzieć

życie jest jedno

odwrócić się odejść

i słyszeć szept z jej ust

„dobrze robisz to właśnie jest piękno”

dialog.

1 komentarz

śpisz już?

ja znów nie mogę

stąpam palcami podłodze

żeby Cię nie zbudzić

lubię patrzeć jak śnisz

i wiercisz się wciąż

co Ci się śni?

telewizor gada do mnie

słucham i nie słyszę

patrzę nie widzę

chciałbym pisać

radośniej

wyrzucić z głowy złe myśli

teraz

na pstryknięcie palcami

nie udało się

tylko prawie Cię obudziłem

moja piękna

śpi w niebieskich getrach

jest piękniej

jest weselej

bawmy się


  • RSS