szczesliwy-czlowiek blog

Twój nowy blog

świadkowie upadku Anioła mówili że widzieli jakby meteor
wdzierający się w nieskazitelnie czystą atmosferę Ziemi…
widzieli upadek dużo bardziej bolesny niż Ikara…
anioł gdy leżał na wpół wbity w ziemie dławił się powietrzem
nie mógł oddychać… krew pulsacyjnie wylewała się z jego ust
a on myślał że umiera za siebie a zmarł za innych…
nie dało się go odratować choć chcieli mu zrobić reanimacje
jego skrzydła przeszkodziły by wziąć go do ambulansu
i tylko patrzyli wszyscy jak kolorowe łzy z niespotykanym smutkiem
stukały wolniutko o blaszaną podłogę świata po którym chodzili
on nie był z nich… on był tym którym każdy chciał być
później po tym wszystkim zrobiono mu sekcje
tak koniecznie bardzo chcieli poznać tą istotę…
jak zbudowany jest Anioł?
rozcięli jego brzuch i klatkę piersiową srebrnym skalpelem…
wielkie było ich dziwienie gdy wewnątrz znaleźli tylko serce…

a Ty Człowieku mrużyłeś oczy by nie dostrzec jego miłości
nie widziałeś istnienia jego… znienawidziłeś go za jego niewinność
a on i tak cię kochał… bo był za głupi by poprzestać…

a wiesz kim stają się upadłe Anioły?
Demonami…

a weź udrzyj kawałek swego prześcieradła dla mnie
by móc opatrzyć me rany które krwawią niewidzialną krwią
podejdź do mnie tylko i powiedz ze spojrzeniem rzuconym
w oczy prosto, że Ty mnie nie zostawisz…

weź mnie za rękę i uściśnij ją ile masz sił bo tego mi trzeba
później przesuń swe dłonie na moje oczy i zasłoń mi świat
bo nie mogę już patrzeć, chcę widzieć tylko twoje dłonie
i przez szczeliny między palcami twoje oczy błyszczące

kawałki waty wepchnij pod me powieki by wchłaniały łzy
nie chcę byś oddała mi życia, chce byś chciała przy mnie być
pragnę tylko twego uśmiechu smutnego, bo taki najładniejszy
nie pytaj co było pytaj co będzie bo szczęścia znajdziesz wszędzie

jeżeli jeden uśmiech mój da Ci szczęście, to chodź tu bliżej
jeżeli pragniesz pocałunku to przysuń usta, zwilżę je delikatnie…
będę ciałem tam gdzie ja, duszą tam gdzie Ty, wzrokiem będę we łzach
nie jestem mądry bo brak mi pomysłów na mądrość…

potrafię tylko być sobą i kochać prawdziwie…

każdy kogo teraz kochasz
kiedyś stanie się nicością
kiedyś nie będzie już przy Tobie
gdy wzrok rozmazany na twarzy
patrzy w oczy innej już osoby
rano budząc się nie pamiętasz
co było rok a może dwa lata temu
i tylko w snach Ci przypomina
dziwna głowa, że kiedyś kochałeś

ideał? a co to dzisiaj znaczy
patrzeć na czarny szlaczek
białych stron książek o miłości

nie oglądaj się za siebie
patrz z tępotą prosto w przód
o nic nie pytaj, nic nie udowadniaj
i tak już Cię skazali na śmierć
patrz! bo jak będziesz odwracał głowę
to strzeli Ci kark z bólu…
zapomniałeś? masz sztywną szyję

słowami możesz powiedzieć że kochasz
ale nie powiesz co naprawdę czujesz…
jeśli kochasz, milionem słów nie będziesz umiał
przekazać tej myśli…

bo miłość nie jest wtedy gdy ona robi dla Ciebie
miejsce w wannie, lecz tylko wtedy
gdy Ona w godzinnie swojej śmierci
płacze że Ty sobie bez niej nie poradzisz
płacze przez twoje łzy, płacze o Ciebie
nie dlatego że to Ona umiera…

jedno cięcie zabrało milion gwiazd
na które mieliśmy patrzeć każdej nocy
teraz na gwiazdy patrzę ze łzami w oczach…

a widziałem miłość… tutaj przechodziła
zapukała do mych drzwi i tylko ulotkę zostawiła
a ja czytałem ją przez wiele dni…

a teraz sobie wyobrażam…
mam 60 lat i stoję sobie sam
i tak potwornie boli mnie kark…
no tak w końcu nie używałem go
przez 43 lata…

a było tak blisko…
a może jeszcze się ułoży…

Dlaczego miłość jest tak pokomplikowana?
Dlaczego życie jest tak pokomplikowane?
Dlaczego wszystko się tak komplikuje?
Z dnia na dzień jest inaczej
Każdy dzień kontrast poprzedniego
Każda łza smakuje inaczej niż poprzednia
A najbardziej różnią się
Łzy smutku i łzy szczęścia
Chciałbym czasem zniknąć zabrać Cię stąd
Choć już czasem nie wiem dokąd…
No i czasem nie wiem po co
Skoro nie wiesz sama czy chcesz
Podaj mi rękę i chodźmy
Tam gdzie jeszcze nikogo nie było
By patrzeć z góry na słońce
A drzewa rzucają na zielone niebo cień
A może lepiej dać się połknąć smoku
Owijając cierniem głowę i odjeść?
Spadać ciągle w dół i podnosić się
Jest to życiem bo by wiecznie szybować
Trzeba umrzeć i mieć tego kogoś
Z kim można się w objęcia wziąć…
Krzyczę na kwiaty bo nie dają mi spać
Szumem swych płatków budzą mnie zbyt rano
A i zbyt późno by na gwiazdy patrzeć
A ja bym chciał tylko latać
Chociaż pięć centymetrów ponad wszystkim
A to i tak wyżej niż inni…
Choć poleć ze mną bo sam się nie uniosę
Chciałbym głosem dawać czar
By z ust płynęły słowa mądre
Tak byś chciała zawsze słuchać
Chciałbym by w moich oczach
Było dla Ciebie milion gwiazd
Byś nie chciała przestać patrzeć
Chciałbym dłonią delikatną jak jedwab
Dotykać Cię i pieścić…
Chciałbym być twoją siłą
Byś miała do mnie słabość…
A tym czasem jestem słabością
Czasem jestem cieniem samego siebie
Moje ręce zniszczone i szorstkie
Oczy milion łez ciągle mają zamiast gwiazd
A głos szkaradny mam
Umysł mój wydaje mi się nawet czasem
Taki pusty…
Jak mnie kochać?
We mnie gniew czasem zamiast rozsądku
Łzy zamiast cierpliwości…
Tak boję się upaść
Żeby nie potłuc serca ze szkła
Co kocha tylko czysto jak łza
A to umysł prowadzi prosto w zakręty
Jak leżeć na piachu bym miał za rok za dwa
I patrzeć w beznadziejny błękit nieba
Wiedząc że Cię nie ma…
Jak chcieć zostawić kochaną osobę
I chcieć stąd odejść z tego świata
Pozostawiając za sobą łzy cierpienie
I niespełnienie
I ta samotność… na długie lata…

Upadłem, upadłem już dawno…
Upadłem w powietrza gęstwinę
Upadłem ale sercem prosto w złoto
Bo miłość to złoto
Nie mam czym oddychać

Budzę się w gęstwinie zielonych traw
Przecieram zaspane oczy…
Widzę obok jeszcze śpisz
Jestem taki szczęśliwy…


  • RSS