chlod
co muska wiatrem
koniuszki palcow
dloni opartych o skaly
rozkladam rece
szeroko
jakbym chcial stac sie krzyzem
a wyglada to raczej
jakby brzmiec mialo
ze nie wiem
niz miec jakiekolwiek znaczenie

plaza z popiolu
papierosowego
a moze z wodki
oddziela bardziej
niz ton ocenau
razem z jego falami
godzinami patrzac
na drzewa
jak zielenia swoich
igiel i lisci
probuja
zawlaszczyc me mysli
swym majestatycznym pieknem
gory matki ziemi -
co jest dla mnie wszystkim
po kotrj stapam
nipewnym krokiem -
wydaja sie byc
czyms nieskonczenie odleglym
patrzac zza morza
lez i samotnosci
bez tajemnic
bez konca
woda wyrzuca na brzeg
za lsabe
martwe zyjatka
i bursztyny
ktore traca swe
piekno
wraz z brakiem slona

i kazdego dnia
umiera czlowiek
choc t matka ziemia
takim jak jest
na swiat go wydala
choc na zawsze
trzymac
przy zyciu
obiecala