krakov samotnie
jest jak krzyk cierpiącego
na jakąś chorobę psychiczną
z tym całym jego przerażającym
fałszem skrzypiec

boli widok
jak jest jak widać
boli bo nie ma dłoni w dłoni
języka na szyi
jest tylko brzmienie –
fałszywe skrzypce

i co ja tu robię
patrząc by cierpieć – jestem
jak gniewem
płonę chodnik roztrzaskując krokami
w drobny mak
biegnę
bez końca
szukam świat

chciałbym być łzą gardło dławiącą
cisnącą życie w twoje dłonie
by gdy rozłożysz pięść
uniosły się motyle
przecież wiesz…

kłamię bo to najlepiej potrafię
przecież jedź
kłam uszy jak wiatr
chodź
za mną jak cień
ale zapomnij mnie
przecież wiesz

ciemnością kamieni zamknij mnie
tam
gdy zobaczę Cię jak dłoni opętanie łączy was
ot tak
jak ja nie potrafię

bo ja myślę za dużo i za dużo się staram
jestem
i jak chce a nie czuje odpowiadam