szczesliwy-czlowiek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2006

krople na szybie oznajmiają
że przyszedł czas więc weź
kredkę i namaluj mu życia kształt
uśmiechem we snach
a smutkiem podczas dnia

płomykiem wypalona dłoń w kartce
kiedy tak w kostkę zamknęła swój świat
a ściany są ze szkła

czy to poranna rosa sprawia że
po wschodzie słońca nie widać gwiazd?

oczu jak pereł blask
różowość ust i wianek we włosach
a teraz jeszcze pył na twarzy
tej nimfy co czeka tam
pośród traw
aż on przyjdzie sam

i nocą wypełniony świat po brzegi
aż się przelewa
a ona czeka tam ciągle
ale jego już nie ma w ogóle
a jej został tylko jego ust smak

i tak połączenie w tańcu jej umysłu
pozostali sobie…
czasem tylko ktoś o nich wspomni
gdy widzi szeleszczący po łące
wiatr

a czy Ty idziesz gdzieś tam
gdzie w dłonie na zawsze wpisze
Ci się ktoś?

dziwny dzień dzisiaj nastał
czas się nie zatrzymał
nie wybił tej godziny zegar
tylko ten cud
uwięziony pośród
magicznych słów

deszcz wszystko zmyje
i wypłucze trud spomiędzy
zmęczonych stóp
tak długo szedłem
by zobaczyć jak szklany cel
tak po prostu pękł
koral zatopiony w szkło

i spłynęło takie niebieskie
chciałem złapać je w dłoń
a ono oblało moją twarz czerwienią
gwiazda spadła
uderzyła z hukiem
ja się zląkłem ale rozpalić
już jej nie umiem
(skamieniały płomień)

siadłem na skarpie
i kamienie liczę
zmieniam je w pył
posypię kiedyś jeszcze
twoją głowę nim
ale zanim przyjdziesz
czy skosztuję usta innej?

odpowiedz bo przyjdzie sen
i odbierze kolejny dzień
powiedz mi to
czego wiedzieć nie chcę

tak bardzo pijany jestem tym powietrzem
w podartym ubraniu czekam
czekam z bukietem aż podasz mi ręce
i jak to jest że i tak uderzę głową o stół
i opadnę na sam dół…

przepaść…
ja chory okruch…

z twarzą przy podłodze
czekam na bakterii wołanie
siedzę na tym krześle co wisi tu na ścianie
i ten wskaźnik co do góry wskazuję
przypomina że do piekła pójdę

a od środka wyżera mnie słodka pleśń
gdybym nie był uczulony mógłbym się nią żywić
jak inni nieżywi
a ja kluczowo trzymam się swojej roli
nie zależnie
czy beton pękł na pół
ja na boso idę
by zabrać cię
tą twoją skamielinę
kamienną twarz chyba każdy moją zna
i pozostanie tak
tępy głos wołający pomocy
jestem zakochany
ale tym razem tylko w nocy
bo za dnia pożera mnie
blady strach
i niszczą wypryski na twarzy
ostatnio zgubiłem rękę
idąc na górę powoli
by się o Niego pomodlić
bo biedny chyba się zagubił
wśród tych chorych
jak ja ludzi niewolników swoich praw
których nie przestrzega nikt
a ja gwiazdę tą mam w sercu
a w ustach dym
spalam się od środka
lecz nigdy ogień nie tknie mej skóry
nie wiem sam czemu tak
idę i idę mówię mu ale nie pomogło
raz setny chyba
a tylko światło lampki pokój mój rozświetla
a nie mogę już dojrzeć tego krzesła
i muszę pełzać
to tak boli jak
bat w niewoli i jej oczy smutne
gdy patrzy na mnie w głowie
i co ja jej odpowiem?

nie przyjdę więcej na twoje przyjęcie
bo nudzę się okropnie
wiem że to durne
i nie słuchaj do końca mnie
tak nie wiele do powiedzenia dziś mam
i leżę na czarnym ołtarzu przekłuty nożem
ten jej przeraźliwy krzyk
zachwycę się nim
bo i wracać nie mam po co

przysiadłszy na kamieniu tak myślałem
patrząc na tę dolinę pełną jezior-łez
gdzie liście dopiero zielenić się zaczęły
a obok rósł kwiat przedziwny
to był fiołek chyba
albo tulipan
i ta skała na której ja teraz
a ona wcześniej siedziała
wkoło trawa zgniłą żółcią połyskiwała
taka to pora przecież
wczesna wiosna

i nagle dojrzałem tam w oddali
orkiestrę co cicho gra
skrzypaczka w czarnej gwieździe wzrok utkwiła
teraz ciszę gra…
odeszła
a razem z nią ja
nie będzie pogrzebu
spalcie nasze ciała!

chciałbym dziś zasnąć i obudzić się gdy śnieg stopnieje
albo nie budzić się wcale…
żeby za oknem zieleń nagle wybuchła
i grad kwiatów spadł na łąki płaszczyznę
zapach świeżych liści

a tak naprawdę co to zmienia?
niewinnego śmierć i tak przyniesie
wschodni wiatr

a zima jest w nas w tej gamie barw
do naszej dyspozycji
którą obsmarowywujemy sobie świat
ten chłód co zniewala nas
przykuwa ręce do krzeseł
a z rzęs spada na policzek łza

usta pełne mąki
czy naprawdę do powiedzenia nic nie masz?
zza zasłon skutej lodem pustyni
wyłania się zielenią umazana dłoń
ona należy do niej
tej co jeszcze przyjdzie
i zmieni świat na lepsze

a teraz dzierżę ciszę od was
i pogardę za słów szczerych stos
jestem taki nieokrzesany
w tym momencie załamuje mi się głos

i jeszcze powiem o niej
bo ona będzie mojego szczęścia ogrodem
posieję tam kwiaty a ogrodem zajmie się
gość brodaty zwany przez niektórych aloha
tych mądrzejszych od nas
którym świat współczesny
serca nie odebrał i czas nie zmienił
i pomiędzy słońca promieniami
siedzą sami
a ja czekam na nią
bom głupi strasznie tak
nie chcę być sam

noise1.jpg

urodziłem się a ciągle mnie jeszcze nie ma….
mój dramat wewnętrzny
poplątany w sieci brudnych pajęczyn
zdeformowane ciało leży w strzępach
a przez okno tu zagląda młoda twarz
czy to koniec już czy tylko strach
miłość pożarł ogromny ptak z maczugą
ból i niedosyt za tych parę lat
i gdzie ten koniec wołany przez proroków
przecież przyodział kolor
czarnych gwiazd nie nasz świat

i mój sen nieprzytomny że leżysz koło mnie
na zielonej równinie
nagość
złoty strzał prosto w twarz
czy pójdziesz ze mną tam?

znowu widzę strach i jego chory śmiech
pęka czaszka i leje się krew
a ja nogi wyciągnięte mam przed siebie
ręce ku Tobie
a oczy patrzą wstecz – jedno
w przód drugie
nie wiem co począć
nienawidzę was jak najlepiej umiem
nienawidzę was ludzie
w gardle czuję rybią ość
jak przerzyna mi krtań
nie mogę krzyczeć ani łkać
muszę milczeć
boli coraz bardziej

nie będę już spać bo we śnie przyjdzie ona
i popchnie ją jeszcze głębiej
aż przebije szyję od środka
i poleje się wąską strużką
ta czerwona maź
dreszcz

a w ustach przegryzionej szubienicy smak
nie ma nie będzie ciszy w nas

ratuj ludzi nim pożre ich zgiełk…
ciekawe jak to jest umrzeć?


  • RSS