Dlaczego miłość jest tak pokomplikowana?
Dlaczego życie jest tak pokomplikowane?
Dlaczego wszystko się tak komplikuje?
Z dnia na dzień jest inaczej
Każdy dzień kontrast poprzedniego
Każda łza smakuje inaczej niż poprzednia
A najbardziej różnią się
Łzy smutku i łzy szczęścia
Chciałbym czasem zniknąć zabrać Cię stąd
Choć już czasem nie wiem dokąd…
No i czasem nie wiem po co
Skoro nie wiesz sama czy chcesz
Podaj mi rękę i chodźmy
Tam gdzie jeszcze nikogo nie było
By patrzeć z góry na słońce
A drzewa rzucają na zielone niebo cień
A może lepiej dać się połknąć smoku
Owijając cierniem głowę i odjeść?
Spadać ciągle w dół i podnosić się
Jest to życiem bo by wiecznie szybować
Trzeba umrzeć i mieć tego kogoś
Z kim można się w objęcia wziąć…
Krzyczę na kwiaty bo nie dają mi spać
Szumem swych płatków budzą mnie zbyt rano
A i zbyt późno by na gwiazdy patrzeć
A ja bym chciał tylko latać
Chociaż pięć centymetrów ponad wszystkim
A to i tak wyżej niż inni…
Choć poleć ze mną bo sam się nie uniosę
Chciałbym głosem dawać czar
By z ust płynęły słowa mądre
Tak byś chciała zawsze słuchać
Chciałbym by w moich oczach
Było dla Ciebie milion gwiazd
Byś nie chciała przestać patrzeć
Chciałbym dłonią delikatną jak jedwab
Dotykać Cię i pieścić…
Chciałbym być twoją siłą
Byś miała do mnie słabość…
A tym czasem jestem słabością
Czasem jestem cieniem samego siebie
Moje ręce zniszczone i szorstkie
Oczy milion łez ciągle mają zamiast gwiazd
A głos szkaradny mam
Umysł mój wydaje mi się nawet czasem
Taki pusty…
Jak mnie kochać?
We mnie gniew czasem zamiast rozsądku
Łzy zamiast cierpliwości…
Tak boję się upaść
Żeby nie potłuc serca ze szkła
Co kocha tylko czysto jak łza
A to umysł prowadzi prosto w zakręty
Jak leżeć na piachu bym miał za rok za dwa
I patrzeć w beznadziejny błękit nieba
Wiedząc że Cię nie ma…
Jak chcieć zostawić kochaną osobę
I chcieć stąd odejść z tego świata
Pozostawiając za sobą łzy cierpienie
I niespełnienie
I ta samotność… na długie lata…

Upadłem, upadłem już dawno…
Upadłem w powietrza gęstwinę
Upadłem ale sercem prosto w złoto
Bo miłość to złoto
Nie mam czym oddychać

Budzę się w gęstwinie zielonych traw
Przecieram zaspane oczy…
Widzę obok jeszcze śpisz
Jestem taki szczęśliwy…